10 kwietnia Róża pojechała na Tomograf, ponieważ leczenie świstów i charkotów górnych dróg oddechowych nie przynosiło rezultatu. To miał być dzień jak codzień, bo ogólnie Róża była jak dąb, miała dobre wyniki, echo, krew, wszystko sprawdzone. Na jesieni w zeszłym roku czyszczone zęby. Gdyby nie słyszane przez lekarzy świsty, nie było się do czego przyczepić.
Lecznica też sprawdzona, nie raz tomograf (i nie tylko) u nich robiliśmy. Co poszło nie tak? Nikt nie potrafi na to pytanie odpowiedzieć. Róża w trakcie wybudzania odeszła.
Ten wpis jest jak ucieleśninie tej bolesnej rzeczywistości, której nie potrafimy zaakceptować. Bo Róża po prostu zawsze była. Zawsze ganiała za światełkami. A teraz uporczywie jej nie ma…
