Są takie miejsca w mieście, gdzie ludzie zachodzą jedynie latem. ZImą jest tam głucho i ciemno.
I są ludzie, którym leży na sercu dobro zwierząt.
Na gdańskim „rodosie” działkowicze potrzebowali pomocy w kastracji bytujących i rozmnażających się tam kotek. Odbijali się od tych, których rolą jest zadbać o zwierzęta „wolnobytujące”. Aż trafili na osobę, która działa na własną rękę, zbiera pieniądze wśród ludzi dobrej woli i swój wolny czas po pracy przeznacza na pomoc tym bezbronnym, „wolnobytującym” w mieście zwierzętom.
Na wspomnianym rodosie udało się więc wysterylizować kocie matki i tatusia – sprawcę wielu ciąż. Ale pozostało potomstwo. To 10 maluchów w wieku ok. 4 miesięcy. Zimą zdecydowana większość z nich nie da rady przetrwać, nikt tam nie zajrzy, nie dokarmi. Nie będą miały gdzie się ogrzać. Kilka, którym już udało się znaleźć domy, są niesamowitymi miziakami. Pozostałe też rokują, szukają kontaktu, zaczepiają łapkami.
Pomóżmy im znaleźć odpowiedzialne, bezpieczne i niewychodzące domy.
Obowiązuje umowa adopcyjna.
Osoba kontaktowa w sprawie adopcji – kliknij i napisz maila.
Lub Zadzwoń
