Minął miesiąc odkąd nie ma już Bunia. 21.05.2025 musieliśmy pożegnać naszego „malutkiego” koteczka. Był z nami od 10 lat. Tak ciężko podnieść się z tego szoku, że dopiero teraz udało mi się zebrać, aby napisać ten post.
Bunio zawsze był kotem dużym. Lubił też sobie zjeść. Od kilku lat jednak jego waga zrobiła się uciążliwa – miał problem, żeby się domyć, a z drugiej strony kochał spać, więc mało się ruszał. Ostatnimi czasy próbowałam go wyciągać na spacery na smyczy, żeby chociaż te kilka kroków więcej zrobił. Najczęściej nasze spacery kończyły się w wysokich trawach zaraz przy wejściu. Ale zawsze..
Wszystko było, jak zwykle. Ale Bunio zaczął coś więcej pić. Wybraliśmy się więc zbadać mu krew w obawie o jego nerki. Wyniki wyszły bardzo złe, kreatynina w całkowitym kosmosie, tak samo mocznik. Od razu Bunio trafił na kroplówki dożylne i został zapisany na USG. Drugiego dnia, gdy był na kroplówce, zwolniło się miejsce na USG, więc jego termin został przyspieszony. To co wyszło w badaniu przekroczyło moją wyobraźnię całkowicie. Obie nerki i część jelit były zajęte przez chłonniaka! Stąd to zwiększenie wagi mimo wysiłków, żeby odchudzić Buniaczka. Po prostu w organizmie zbierała sie woda!
Podano chemię.
Trzeciego dnia od rozpoczęcia kroplówek wykonano ponownie badanie krwi. Niestety zamiast jakiekolwiek poprawy, było jeszcze większe pogorszenie. Nerki w ogóle nie pracowały. Bunio w ciągu tych kilku dni stał się tak słaby, że nie był w stanie podnieść łebka bez wysiłku.
Nie ma możliwości dializowania nerek u kotów, nerki się nie zregenerują, więc właściwie nie został nam zbyt wielki wybór, niż ulżyć naszemu Buniaczkowi. Malutek mruczał do ostatniego momentu na tym padole.
I tak na przestrzeni tygodnia straciliśmy kota 🙁
Jedyny wniosek, jaki przychodzi po tym doświadczeniu, to nawet jak kot wygląda na super zdrowego, trzeba robić okresowe badania. I to nie tylko krew, ale najlepiej krew + USG, żeby wyłapać zmiany zanim będzie za późno, bo te dranie ukrywają chorobę do samego końca.
